Piękny Wstyd
By zobaczyć samych siebie, musimy zostać zobaczeni
Piękny Wstyd
By zobaczyć samych siebie, musimy zostać zobaczeni
Niech pierwszy rzuci muszelką ten, kto tego nie robił. Niech o meduzę potknie się ten, kto już spróbował i tego nie uwielbia. Niech gorącym piachem w stopę sparzy się ten, kto się tego nie wstydził, przynajmniej za pierwszym razem. Tak, to będzie tekst o naturyzmie. Ale też o pięknie i… wstydzie, a dokładnie jego pokonywaniu. A to wszystko u progu lata, a tym samym naturalnej i nieuchronnej potrzeby plażowania. W tym sezonie rekomendujemy zrzucenie kostiumów i kąpielówek.

Podmiotem lirycznym (sic!) tego tekstu jest praktykujący naturysta. Tak, uwielbiam plażową nagość! Omijam plaże dla tekstylnych szerokim łukiem, szukając miejsc, gdzie można mniej lub bardziej legalnie świecić tyłkiem. Wartością dodaną jest fakt, że są to zazwyczaj miejsca pozbawione tłoku i gwaru znanego z popularnych wczasowisk. Mało tego, naturyzm to nie tylko beztroskie plażowanie, ale najprawdziwsza filozofia. Uda się też tu odnaleźć aspekty psychologiczne i… terapeutyczne. A wszystko sprowokowane naturalnym pięknem ciała.
Terytorium zasłonięte
Od tysiącleci ludzkość poszukuje definicji zjawisk, które tworzą najważniejsze czy podstawowe wartości. Dobro, zło, prawda, fałsz i właśnie piękno. To po to by móc je łatwiej określać, a tym samym zrozumieć. Dotychczas nie udało się znaleźć spójnej i respektowanej przez większość definicji żadnego z przywołanych pojęć. W niemożliwej do zakończenia debacie o pojmowaniu piękna, od zawsze pojawia się jeden element.
– Ludzkie ciało od czasów starożytnych było uważane za piękne, jeśli wpisywało się w kanon ustalonych proporcji. W sposób najbardziej precyzyjny określił to Poliklet w traktacie „Kanṓn”, który zobrazował rzeźbiąc „Doryforosa”. Interesujące jest zauważenie, że to męskie ciało stanowiło wówczas ideał piękna, a nie kobiece. Przeszkodą przeciw uznaniu piękna ciała kobiecego była jego nieregularność, zmienność, falisty kształt..., czyli akurat te charakterystyki, które w późniejszym okresie sprawiły, że to właśnie w nim zaczęto odnajdywać piękno – mówi dr hab. Aleksandra Łukaszewicz, prof. Akademii Sztuki w Szczecinie, specjalistka w zakresie estetyki filozoficznej oraz teorii kultury i sztuki.
Definicja definicją, ale przecież pojmowanie piękna (dla niektórych także dobra) to rzecz w pełni subiektywna. Mało tego, nie ma piękna idealnego, o czym – w aspekcie ciała – bardzo łatwo można się przekonać właśnie na plaży naturystów. Chudzi, grubi, niscy, wysocy, wyprostowani, zgarbieni, owłosieni, wydepilowani, pomarszczeni, ze skazami, znamionami, bliznami, itp. Są też różne typy części ciała, tych zazwyczaj zasłoniętych, intymnych. Są zatem krótkie, długie, grube, krzywe, małe, duże, ale także duże, małe, jędrne, obwisłe, płaskie, sterczące… Czy ma to jakiekolwiek znaczenie? W świecie naturyzmu – nie! I wcale nie zamierzam mieszać w to jakichkolwiek „ciałopozytywnych” kampanii. To z punktu widzenia „plażowych golasów” absolutnie zbędne.
– Ciało przez całe życie pozostaje odsłoniętym terytorium, niezależnie od tego, jak bardzo chcemy je zakryć, schować czy nawet zmienić, ciało nigdy nie wymyka się piętnu, jakie odciska na nim spojrzenie Innego. Pewien paradoks towarzyszy mierzeniu się z rzeczywistością ciała: przyjmujemy je jako swoją własność, z jego pragnieniami i ograniczeniami i jednocześnie zgadzamy się z faktem, że to samo ciało jest obszarem, na którym spotykamy Innego i ustalamy, jakie znaczenie ma bycie jednakowym i różnym, zależnym i odrębnym. W związku z tym myślę, że bycie nagim wśród nagich może dawać ogromną przyjemność z poczucia bycia identycznym, podobnym, choć różnym – tłumaczy dr Monika Tyszkiewcz-Bandur, psycholog, psychoterapeutka, doktor Nauk o Zdrowiu.
Niech się wstydzi, ten kto patrzy
Im bardziej uważam naturyzm za coś naturalnego, tym bardziej nie rozumiem, dlaczego w myślenie o nim wplątany jest wstyd. Dlaczego nagość jest wciąż tematem tabu? Rzekomo zachodnie społeczeństwa osiągnęły obyczajową dojrzałość. W jednych to wolność, w innych nawet frywolność. Są też takie, w których to wciąż temat daleki od przyjętego kanonu „normalności”. Proszę zgadnąć, w którym miejscu znajduje się polskie społeczeństwo.
– Wstyd w kulturze jest związany z odsłonięciem naszych słabości, a naturalność ludzkiego ciała była przez Chrześcijaństwo tematyzowana negatywnie, jako ten element nas, który nas wiąże nie z duchem, nie z kulturą, a ze zwierzęcością. Nagie ciała współdzielimy ze zwierzętami, a jako ludzie w społeczeństwie ubierając się nie tylko chronimy się przed negatywnym wpływem warunków atmosferycznych, ale również kształtujemy siebie i swoje wizerunki na płaszczyźnie kulturowej oddalając się od naszych naturalnych pragnień, potrzeb, instynktów. Ten wstyd został znaturalizowany, choć w jednych krajach jest on bardziej obecny, a w niektórych mniej, co zazwyczaj ma związek z dominującą tam religią – mówi Aleksandra Łukaszewicz.
Faktycznie inaczej jest wśród wyznawców katolicyzmu, protestantyzmu, a jeszcze inaczej w judaizmie, islam czy religiach rdzennych. Dobrym przykładem może być także przywołana już obyczajowość północnych społeczeństw. Jednak wszędzie pojęcie wstydu będzie miało te same „korzenie”. Wstyd jest konsekwencją lęku przed zerwaniem więzi, które są podstawową wartością w naszym życiu.
– Pojawia się, gdy nie osiągamy zamierzonych celów, nie spełniamy oczekiwań, gdy nabieramy przekonania, że nie zasłużyliśmy na bycie zauważonymi, twierdzi dr Monika Tyszkiewcz-Bandur. Przeżywamy siebie jako słabych i niewartych akceptacji. Skupienie na naszej niedoskonałości jest początkiem wstydu.
A jak pokonać wstyd? To bajecznie proste: nauczyć się kochać siebie. Jest jeszcze coś ważnego, o czym przywołując teorie Jacquesa Lacana mówi Tyszkiewcz-Bandur.
– Spojrzenie innego, dzięki któremu oglądający staje się oglądanym, odziera nas ze złudnego poczucia władzy. Zwraca on uwagę, że w samej istocie człowieczeństwa znajduje się impuls ekshibicjonistyczny: by zobaczyć samych siebie, musimy zostać zobaczeni.
Ostanie zdanie w jakiś sposób (notabene) odziera z tajemnicy istotę naturyzmu. Albo inaczej: stanowi jego istotę. Jest jeszcze jedno ważne pojęcie – „wolność”. Jestem więcej niż pewien, że każdy kto spróbował naturyzmu od razu od tym pomyślał. Naturyzm to jakieś niepojęte poczucie wolności, które sprawia niemożliwą do opisania soczystą satysfakcję i radość.
Czerwona dupa
Rozważaniom o naturyzmie musi towarzyszyć jeszcze jedna refleksja. Praktyczna! To właściwie apel, pod którym podpiszą się z pewnością wszyscy lekarze świata (ze szczególnym wskazaniem dermatologów) – filtry, filtry i jeszcze raz filtry. Proszę mi wierzyć, spieczony tyłek, utrudnia życie (sic!). Rozważne korzystanie ze słońca jest tutaj podstawą. O pozostałych sprawach związanych z higieną, szczególnie miejsc intymnych, nie należy chyba pisać, bo jest to absolutną oczywistością.
Chałupy welcome to
A gdzie plażować „bez”? W Polsce takie miejsca są… reglamentowane. I lepiej uważać, gdzie się pokaże „zbyt dużo”. Za nieobyczajne (?) zachowanie grożą dotkliwe kary, bo wiadomo, że cycki i dupa obrażają uczucia religijne. Niestety przy żadnym akwenie w okolicach Szczecina nie odnajdziemy plaży naturystycznej. Najbliższe są dopiero nad Bałtykiem. Na zachodnim wybrzeżu to plaże między Pogorzelicą a Mrzeżynem (blisko 10 kilometrowy odcinek, na którym „można” opalać się nago!), w Lubiewie tuż za Międzyzdrojami oraz graniczna plaża Świnoujście / Seebad Ahlbeck (już po niemieckiej stronie).
We wschodniej części województwa zachodniopomorskiego to m.in. plaża za Ustroniem Morskim w kierunku Kołobrzegu, między Dźwirzynem a Grzybowem, w Unieściu przy Jamieńskim Nurcie. W województwie Pomorskim nago opalać się można m.in. w Dębkach, Chłapowie oraz w Gdańsku na Stogach. Jest też oczywiście najsłynniejsza, rozsławiona przez Zbigniewa Wodeckiego, plaża naturystów w Chałupach na półwyspie helskim. Nietrudno na nią trafić.
Bardziej liberalne w zakresie nagości jest niemiecka obyczajowość i prawo. Opalanie toples jest tam raczej powszechne nawet na miejskich basenach. Tu należy przywołać niedawną uchwałę Senatu Berlina, na skutek skargi jednej z kobiet, która poskarżyła się, że nie mogąc tak jak mężczyźni opalać się toples, czuje się dyskryminowana. Pełna nagość w Niemczech dozwolona jest w niezliczonych miejscach nad wszelkimi akwenami – rzeki, jeziora, morze – wyraźnie oznaczanych jako FKK. Ów skrót pochodzi od słowa Freikörperkultur, czyli… kultura wolnego ciała. Piękne!
Na plaże FKK na niemieckich wybrzeżu Bałtyku można natknąć się praktycznie co kawałek. To wiele miejsc na wyspie Uznam, większość plaż Rugii, a potem dalej przy meandrującym, mniej atrakcyjnym, zachodnim wybrzeżu Ostsee. Szczególnie polecam wspaniałe plaże na wyspie Uznam (Usedom) między Seebad Bansin a Ückeritz. To jeden z największych, a z pewnością najdłuższych Campingów w Europie, ciągnący się na odcinku niemal 4 kilometrów. To gwarancja, że plaże będą niemal puste, plażować będą jedynie goście Campingu. Na uwagę zasługuje znakomite wyposażenie ośrodka – jest sezonowy supermarket, kilka knajpek i imbissów z szybkim jedzeniem i zimnym piwem (złocisty napój kosztuje średnio 3,5 €, a w polskich kurortach 15 zł, co w przeliczeniu daje... 3,5 €).




